Restauracja indyjska Kalyan

by 20:42 0 komentarzy
Jak wspominałem na blogu, w październiku odwiedziliśmy indyjską restaurację "Kalyan", mieszczącą się na Pradze Południe w Warszawie. Nie jedliśmy nigdy wcześniej razem potraw indyjskiej kuchni, więc kupon na Grouponie szczególnie nas zainteresował. Jak czytamy na stronie restauracji, Kalyan oznacza w sanskrycie coś pomyślnego, pięknego. Warto przy okazji zauważyć, że sanskryt pełni w Indiach rolę, jaką w Europie pełni łacina - obecnie wykorzystywany jest głównie w ceremoniach religijnych (hinduizmu), stanowi też fundament kultury i literatury mieszkańców Indii. Tego rodzaju nobilitacja nazwy restauracji i jej znaczenie samo w sobie budzi bardzo pozytywne skojarzenia.

Lokal restauracji nie jest duży. W środku znajdziemy kilka stolików, ustawionych nieco za blisko siebie, co przeszkadza prywatności rozmów i intymności kolacji, której często szukają pary. Na uwagę zasługuje za to jeden szczególny stolik, oddzielony od reszty sali parawanem, otoczony poduszkami, i wyglądający przez to dużo bardziej indyjsko. Z perspektywy drugiej części lokalu stolik ten wygląda niczym VIP room dla jakiegoś maharadży (indyjskiego króla) ;)

W wystroju restauracji widać różne elementy nawiązujące do Indii. Figurki, charakterystyczne osłony lamp, zdjęcia i obrazki. Jednak ogólny obraz pozostawia niedosyt i nie do końca pozwala przenieść się choć na chwilę do dalekiej południowej Azji. Ciekawą i oryginalną propozycją jest stolik-plansza do indyjskiej gry Carrom, zwanej indyjskim bilardem. Szkoda, że znajduje się w kącie sali i przynajmniej w czasie naszej wizyty wydawał się nieużywany i zawalony różnymi rzeczami. Zasady gry można znaleźć na stronie restauracji.

Na pierwsze danie zamówiliśmy kurki w szpinaku i Tom Kha Kai (zupę na mleku kokosowym z kurczakiem, z dodatkiem kolendry i galangi - przyprawy podobnej do imbiru). Były bardzo smaczne, zwłaszcza zupa z galangą - słodko-ostra i ciekawa. W ramach dania głównego wybraliśmy potrawy z baraniną - baraninę w sosie cebulowo-pomidorowym w stylu kaszmirskim (Mutton Rogan Josh) oraz baraninę w kremowym sosie z pastą z nerkowców (Mutton Korma). Do tego tradycyjne indyjskie chlebki, a tak naprawdę placki - razowy nadziewany serem paneer i pszenny z rodzynkami, migdałami i serem paneer. Ser paneer to indyjski ser na bazie tłustego mleka i soku z cytryny. Jak smakowały dania? Bardzo dobrze, o ile lubi się smaki ostry i słodki. Bowiem danie w stylu kaszmirskim, choć nie bardzo ostre, nie nadaje się dla tych, którzy nawet ketchup wybierają łagodny ;) Natomiast danie z pastą z nerkowców było naprawdę bardzo, bardzo słodkie, zwłaszcza z chlebkiem z migdałami. I naprawdę pyszne. Dodatkowo trzeba powiedzieć, że porcje są duże i trudno jest zjeść je do końca. Do picia polecam Ginger Lemon Water - napój z imbirem, miętą i sokiem z cytryny. Orzeźwiający i korzenny równocześnie. Na deser zaś wzięliśmy Gulab Jamun - smażone kulki mleczne w syropie z kardamonem. Kulki te przypominają słodkie nasączone ciasto i stanowiły miłe zakończenie kolacji.

Podsumowując, jedzenie w restauracji Kalyan jest naprawdę dobre, a porcje są duże i pozwalają nie tylko posmakować innej kuchni, ale też uczciwie się najeść. Trzeba jednak pamiętać, by wybierać potrawy pod swój smak, i brać poprawkę na to, że nawet "mało ostre" dania według obsługi mogą okazać się dla nas... zbyt ostre. Jedyne czego zabrakło w lokalu to wspomniany na wstępie nastrój wnętrza i brak intymności. Za mało, jak dla nas, czuć w nim ducha Indii. Jeżeli jednak nie byliście nigdy dotąd w restauracji indyjskiej i zależy wam przede wszystkim na walorach smakowych - śmiało polecam.

14.11.15

Żyćbardziej.pl

Autor bloga

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Napisz komentarz