Sezon na jesień w kuchni

by 23:11 0 komentarzy
Jesień trwa w najlepsze, i choć taka tradycyjna polska złota jesień była dosyć krótka, to przyszły już nie mniej tradycyjne jesienna słota i ciemność za oknem rano i po południu. Ale, ale, żeby dostrzec również jasne strony ciemnej pory roku to warto przenieść się do kuchni i spróbować jesiennych potraw i smakołyków :) U nas w tym roku padło na rogale świętomarcińskie i dyniową zupę.

Rogale przyjechały prosto z Poznania, dzięki mamie, która sprawiła nam taką fajną niespodziankę. I trzeba przyznać, że coś w sobie te rogale mają. Ciasto jest naprawdę smaczne, a wypełniająca je masa nie powiela typowej miazgi z rodzynkami, jaką można znaleźć w różnych słodkich bułkach. Skąd się w ogóle wzięły te rogale i dlaczego są takie nietypowe? Podobno tradycja ich wypieku pochodzi jeszcze z czasów pogańskich, gdy były ofiarowywane bogom zamiast ofiar z trudniej dostępnych i zwyczajnie bardziej wartościowych wołów. Kształt rogala miał przypominać wole rogi. Kościół przejął ten zwyczaj, jak wiele innych pogańskich tradycji, zgodnie z regułą, że lepiej oswoić dawne zwyczaje i przerobić je na obrządek chrześcijański niż z nimi walczyć. W ten sposób, choć nie wiadomo kiedy, tradycja rogali została połączona z postacią św. Marcina. Kształt rogala miał przypominać podkowę, zgubioną przez konia świętego. 

Kim był sam święty? Urodził się w IV w. w Panonii, będącej prowincją cesarstwa rzymskiego, najprawdopodobniej na obszarze dzisiejszych Węgier. Razem z rodziną przeniósł się do Włoch, gdzie w wieku 10 lat zainteresował się religią chrześcijańską. Wkrótce został rzymskim legionistą i według różnych źródeł pełnił służbę od kilku do kilkudziesięciu lat. Uznał jednak, że wojenne rzemiosło nie przystoi chrześcijaninowi i w przeddzień bitwy z Germanami poprosił o zwolnienie go ze służby wojskowej. Rozgniewane dowództwo wtrąciło go do aresztu, w reakcji na co święty poprosił o wysłanie go do walki w pierwszym szeregu, bez broni, gdzie chciał walczyć jedynie znakiem krzyża. Niezwykle fartownie dla Marcina, Germanie nazajutrz poddali się. Po powrocie z wojny został mnichem i poświęcił się życiu zakonnemu we Francji. Po wielu latach został wybrany przez wiernych biskupem Tours. Nieco przewrotnie, wobec późniejszego przyodziania go w rogalowe tradycje, zasłynął burzeniem pogańskich świątyń, profanowaniem podobizn dawnych bogów i wycinaniem świętych gajów. Za to Francuzi uczynili go swoim patronem. Przez całe życie bronił heretyków i wrogów zmieniającej się władzy świeckiej, żył w ascezie, i umartwiał się za grzechy wiernych. Obecnie jest patronem m.in. żołnierzy (co również jest dość paradoksalne, biorąc pod uwagę historię jego służby w legionach), ale też więźniów, hotelarzy i podróżników ;)

Wspomnienie św. Marcina obchodzimy 11 listopada i właśnie tego dnia wypiekana jest połowa wszystkich rogali świętomarcińskich. Rogale te zrobione są z ciasta półfrancuskiego i zawierają nadzienie z białego maku. Tradycyjnie przyrządzane są w Poznaniu i okolicach. Zwyczaj wypieku rogali istnieje w Poznaniu na pewno co najmniej od XIX w. Według legendy proboszcz parafii św. Marcina miał zaapelować do wiernych, aby wzorem patrona uczynili coś dla biednych (albowiem św. Marcin miał oddać połowę swojej żołnierskiej opończy żebrakowi). Obecny na mszy cukiernik namówił innych rzemieślników z cechu do pomocy i tak zaczęto wypiekać rogale, które rozdawano ubogim.

Aby cukiernia mogła posługiwać się nazwą "rogale świętomarcińskie" musi uzyskać certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego. Określenie rogala zostało również wpisane na mocy rozporządzenia Komisji Unii Europejskiej do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych w UE.

Zdjęcia rogala nie mamy, za to możemy śmiało napisać, że warto go spróbować :)

Mamy natomiast zdjęcia innego jesiennego specjału - czyli dyni! Naszej pierwszej wspólnie przygotowanej, a później zjedzonej, zupy dyniowej. Mieliśmy okazję jeść dynię wcześniej u rodziców i u babci, każda była inna. Zupę przyrządza się bowiem na mleku, i im go więcej, tym zupa delikatniejsza. Im mniej, tym bardziej wytrawna. Nam wyszła pośrednia, którą zjedliśmy z dużą ilością cynamonu.

Warto kupić jedną dużą dynię na jesień. Wspólne jej obieranie i krojenie, charakterystyczne wnętrze dyni i intensywnie pomarańczowy kolor - czynią gotowanie dyniowej zupy wyjątkowym i naprawdę fajnym, jesiennym doświadczeniem.



22.11.15

Żyćbardziej.pl

Autor bloga

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Napisz komentarz